02.03.2014

Garnitur czyni przystojniaka

Tytuł: „Garnitur czyni przystojniaka”
Pairing: NaruSasuNaru
Gatunek: humor, AU
Beta: Vanes :*
Długość: Miniaturka
Ostrzeżenia: Lekkie OOC Sasuke, ale myślę, że do zniesienia.




– Hej. – Sasuke zawołał na powitanie. – Jak było w robocie?
– Daj spokój, walka z wiatrakami. Inwestorzy swoje, budowlańcy swoje, a ja muszę ich wszystkich udobruchać.
– Czyli normalnie – rzucił Uchiha i poszedł do kuchni, wstawić czajnik na gaz.
– A tobie jak minął dzień?
– Wśród cyferek. – Wyciągnął z szafki kubek i wrzucił do niego torebkę z owocową herbatą. – Obiad… a raczej kolację, masz w mikrofalówce  – dodał jeszcze, zabierając parujący napój i poszedł do salonu.
Siedząc przed telewizorem i przerzucając kanały, natrafił na coś o metamorfozach kobiet. Gapił się w ekran, zastanawiając po co to komu. Jednak, gdy tylko Naruto usiadł obok, spojrzał na niego kątem oka. „Jest beznadziejnie ubrany” przemknęło mu przez myśl. Sasuke pracował w centrum miasta i wszyscy wokół niego nosili białe koszule i marynarki. Teraz zastanawiał się, czy kiedykolwiek widział swojego partnera w czymś innym niż te bure ciuchy.
– Świetne gołąbki, dobrze doprawione – pochwalił Uzumaki, przerywając ciszę.
– Musisz to powiedzieć swojej „teściowej”, na pewno się ucieszy, a ty znów zapunktujesz –  Uchiha wzruszył ramionami.
– No oczywiście – napuszył się Naruto. – W końcu gdyby nie ona, padlibyśmy z głodu! 
Wtem Sasuke olśniło. Po krótkiej chwili ciszy odezwał się:
– Wiesz, mama zapytała mnie ostatnio, jak ci się pracuje w nowej firmie. Powiedziałem jej, że dobrze, a ona zaczęła mnie wypytywać o jakieś szczegóły… – Sasuke uznał, że w razie czego całą winę zrzuci na rodzicielkę.
– A o co dokładnie pytała, draniu? – dociekał Naruto.
– No na przykład, czy w takich korporacjach są mili ludzie, czy rzeczywiście siedzi się w biurze do wieczora i czy wszyscy mężczyźni chodzą w garniturach i pod krawatem – zmyślał, licząc na to, że Naruto nie wpadnie na pomysł, by iść do jego matki na herbatkę i spytać czy to prawda.
– No pewnie, że nie! – Uzumaki spojrzał na niego jak na idiotę, ale po chwili widać było po jego minie, że nad czymś intensywnie myśli.
– Coś się stało? – spytał Uchiha, chcąc kontynuować rozpoczęty temat.
– Nic… Tak tylko zacząłem się zastanawiać…
„Nareszcie” przemknęło Sasuke przez myśl, a głośno spytał:
– Nad czym, młotku?
– Ech… Ostatnio Kakashi, wiesz, mój szef, jakoś dziwnie na mnie patrzył przed spotkaniem z klientami z Brukseli. Kurde, oni wszyscy byli w garniakach, białych koszulach i tych śmiesznych bucikach. Odpicowani jak na pogrzeb.
„Taaa… A ty w swoich starych traperach z przed pięciu lat, pomarańczowej koszulce z dziwnym znaczkiem i dresowych spodniach. Dziwne, że tak długo nikt nie zwrócił mu na to uwagi. Cholera, padło na mnie.”
– No wiesz, może coś w tym jest. – Odwrócił wzrok w stronę ekranu, żeby partner nie zauważył jego delikatnego uśmiechu. Wystarczyło tylko poczekać parę chwil.
– Chyba muszę zainwestować w nowe ciuchy – odezwał się niepewnie Uzumaki. – Przede wszystkim w garnitur i kilka eleganckich koszul.
– I w buty – wtrącił szybko Sasuke, nie odrywając oczu od telewizora. Wolał, żeby Uzumaki teraz na niego nie patrzył, bo mógłby zaraz domyślić się, że cała dyskusja była mu na rękę. No przecież marzył o tym, żeby zobaczyć swojego partnera w czymś innym niż dres, bo ten rodzaj ubioru stanowczo mu się przejadł.
– Tysiak pójdzie jak nic.
– Pomyśl, że to po prostu inwestycja. Dobry garnitur będzie ci służył przez lata, buty też. A za jakiś czas kupisz sobie następny zestaw.
– I będę wyglądał jak wszyscy pracownicy. Zginę w tłumie – jęknął Uzumaki.
– Nie dramatyzuj, takie czasy. Nie jesteśmy już studentami.
– I ty przeciwko mnie? – Uzumaki chyba zauważył, że Uchiha jest dosyć chętny do rozmowy o ciuchach, co wydało mu się nagle dziwnie podejrzane.
– Ja? Ależ skąd. Tylko próbuję pomóc – spojrzał mu ironicznie w oczy, uciszając tym wszelkie podejrzenia o manipulację. Sasuke westchnął, ciężko wstając z kanapy i wziął Naruto za rękę, prowadząc do przedpokoju. Stanęli przed lustrem, a brunet spytał:
– Gdybyś był szefem firmy, inwestorem lub jakimkolwiek innym ważniakiem, to chciałbyś rozmawiać o najważniejszych projektach z kimś ubranym jak ty teraz?
Naruto wpatrywał się w ich odbicie, mrużąc oczy.
– Jasne! – zawołał. – Zwłaszcza, gdyby ten ktoś w dresie, z dwudniowym zarostem znał się dobrze na swojej robocie.
– Nie gadamy teraz o twoich kompetencjach, ale tak, wiem, że jesteś najlepszy. Spójrz jeszcze raz.
– Dobra, rozumiem – westchnął cierpiętniczo Naruto. – Ważniak w gajerze chce rozmawiać z drugim ważniakiem. W garniturze, oczywiście.
– Dokładnie! – Sasuke ucieszył się, chyba troszkę zbyt entuzjastycznie. – To w sobotę jedziemy na zakupy!

            Udając się do galerii po garnitur, Sasuke warczał na wszystko i wszystkich. Na Naruto też. Mieli iść po garnitur, więc zdaniem Uchihy wyprawa do pobliskiego sklepu z odzieżą męską w pełni by wystarczyła. Ale nie, Uzumaki uparł się, żeby jechać tam, gdzie będzie większy wybór. Teraz nagle stał się amatorem mody.
Wchodząc do pierwszego sklepu, na wystawie którego zauważyli manekiny w eleganckich garniturach, Sasuke stwierdził, że to był bardzo zły pomysł. Nie minęła chwila, a do grzebiącego wśród wieszaków Naruto podeszła młoda ekspedientka z szerokim uśmiechem na ustach. No cóż, pocieszeniem był fakt, że to jednak była kobieta. Marnym, ale zawsze. Już chciał odejść kawałek dalej, gdy pracownica po wymianie zwykłych uprzejmości przystąpiła do frontalnego ataku.
– A na jaką okazję potrzebny panu garnitur? Chyba nie na ślub, prawda? – zaśmiała się perliście, choć dla Uchihy dźwięk ten przypominał odgłos nienaoliwionych zawiasów.
– Taka uroczystość raczej nam nie grozi. – Objął Uzumakiego ramieniem w zaborczym geście, patrząc jednocześnie wyzywająco kobiecie w oczy. Chyba zrozumiała aluzję, bo odsunęła się kawałek, jednak blondyn widząc, że ta zamierza odejść, odezwał się:
– Szukam czegoś wygodnego.
– Garnituru na co dzień do pracy – Sasuke znów wtrącił swoje trzy grosze.
Lekko speszona sprzedawczyni wróciła do nich, znów przywołując na twarz profesjonalny uśmiech.
– Aha. A jaki rozmiar? – Unikając wzroku bruneta, zakręciła się koło Uzumakiego.
– Nie wiem? – Naruto spojrzał na nią bezradnie.
– Ile ma pan wzrostu?
– Metr osiemdziesiąt dwa.
–Tak. I jeszcze obwód klatki piersiowej…
– No cóż, nie jestem pewien.
– Nic nie szkodzi. Zaraz pana zmierzymy. – Dziewczyna tanecznym krokiem udała się po centymetr. Wracając z nim, zauważyła chmurną minę bruneta i jego nieprzychylne spojrzenie. Lekko speszona tym, że czujnie ją obserwuje, dokonała odpowiednich pomiarów w ekspresowym tempie. Darowała sobie mierzenie długości nogawki, wolała zaryzykować oceniając na oko, niż być obrzucaną spojrzeniami, które mogłyby uchodzić za śmiertelnie niebezpieczne.
Po kwadransie Naruto miał już na sobie ciemnoszary garnitur.
– Łał! Świetnie pan wygląda – sprzedawczyni nie kryła swojego zachwytu. Nawet obecność naburmuszonego Uchihy jej nie przeszkadzała. Już chciała do niego podejść i poprawić mu klapy marynarki, ale Sasuke sprytnie ją wyprzedził.
– Ale z ciebie przystojniak – szepnął mu do ucha.
– Nie jest źle – skwitował. – A jakie ma pani jeszcze koszule? – rozochocił się.
– Myślę, że dobrze byłoby panu w błękicie i może pokażę panu jeszcze jedną w delikatny deseń.

            Skończyło się tym, że wyszli ze sklepu z trzema koszulami, garniturem i jedwabnym krawatem. Potem w obuwniczym dokupili jeszcze odpowiednią parę butów w czarnym kolorze. Uchiha dziękował w myślach za to, że tym razem obsługiwał ich mężczyzna. Kolejnej wariatki chybaby nie przeżył. Zresztą i tak miał dość jak na jeden dzień. Marzył o tym, żeby wrócić już do domu.
            W poniedziałkowy poranek Naruto wystroił się w nowe szaty, sprawiające, że wyglądał jak pracoholik.
– Nawet wygodne te spodnie. Tylko jak ja wytrzymam cały dzień w marynarce?
– Przecież możesz ją zdjąć.
– No tak. – Naruto zreflektował się, że popełnił gafę i szybko zaczął paplać: – Akurat mam spotkanie z klientem. Szef się na pewno ucieszy, że wyglądam jak reszta jego armii.
– Powiem ci więcej, wyglądasz bardzo seksownie – zamruczał Sasuke, poprawiając mu krawat.
– Wrócimy do tej rozmowy wieczorem, dobrze? – Uzumaki zaśmiał się, chwytając potrzebne dokumenty i wyszedł do biura.

            Wieczorem, gdy spotkali się w domu, Naruto tryskał dobrym humorem.
– Sasuke! Zrobiłem furorę! – krzyknął  z łazienki.
– To chyba dobrze, no nie? – Sasuke wszedł po chwili za nim, opierając się o framugę.
– Mhmmm – wysapał, przemywając twarz wodą. – A wiesz czemu?
– Chyba logiczne, że nie wiem. Mów.
– Okazało się, że tym ważnym inwestorem, o którym krążyły po firmie legendy, jest kobieta!
Sasuke zmrużył niebezpiecznie oczy na usłyszane wieści, ale zachował twarz pokerzysty.
– Naprawdę dobrze nam się rozmawiało – kontynuował Uzumaki, rozpinając równocześnie guziki koszuli. – Potem sekretarka i dziewczyny z księgowości rozpływały się nad moim nowym imidżem. Ale spokojnie, powiedziałem im, kto jest moim stylistą.
– Taaa… Coś jeszcze mówiły? A może mówili? – Sasuke za wszelką cenę chciał ukryć delikatne uczucie zazdrości, które poczuł.
Naruto wybuchnął głośnym śmiechem po usłyszeniu ostatniego pytania. Przyjrzał się brunetowi spod oka. No i od razu zrozumiał, że coś jest nie tak.
– Że jestem najprzystojniejszym facetem w biurze – drażnił się, wiedząc, że Uchiha długo nie wytrzyma. – No weź, chyba nie jesteś zazdrosny? – zaśmiał się ponownie, podchodząc bliżej.
– Chciałbyś – prychnął zirytowany.
– Może przejdziemy do sypialni? Wyglądasz na zestresowanego – mrugnął wesoło i oparł dłonie na jego ramionach.
Uchiha złapał go za krawat, którego w czasie ich rozmowy Naruto zapomniał lub nie zdążył zdjąć, i, ciągnąc go, ruszył we wspomnianym kierunku. Ochoczo, a jak!
– Ale jutro zakładasz dres. I nawet nie waż się golić! – mruknął cicho, opadając na łóżko.
No kto by pomyślał, że tak szybko zatęskni za jego dawnym stylem…


6 komentarzy:

  1. Tayla!!!!
    Ty masz dziewczyno mega talent do takich miniaturek. Znów śmiałam sie w głos, moje morale podskoczyły, poprawiłaś mi humor.
    Naprawdę świetnie. Jako, że weny brak to byłoby na tyle. Podobało mi się, i obyś miała wiecej takich pomysłów.
    Inata Shinjitsu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, nie przesadzaj kobieto z tym talentem xD. To nie ja, serio xD Hm... Morale podskoczyły? Co masz na myśli, bo nie bardzo kapuję, a ciekawość mnie zżera teraz xD Pomysłów na razie kilka mam, ale trzeba czasu żeby je spisać. Cierpliwości. xD
      Cieszę się, że Ci się podobało, serdecznie dziękuję za komcia i pozdrawiam.

      Usuń
  2. Gomen, gomen, że tak późno komentuję ;)
    Świetnie mi się to czytało, w końcu jakiś tekst, gdzie to Naruto jest tym, który cieszy się większym powodzeniem ;)
    A zazdrosny Sasuke? Boski... hihihi... Uważaj czego sobie życzysz bo może ci się to spełnić! Całkowita racja, no, ale cóż... Naruto i tak czek powrót do dresów... hehehe...
    Weny życzę i czekam na jakieś info z twojej strony :*
    Pozdrawiam,
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, że późno komentujesz, w końcu nie mam nigdzie napisane, że ywmagam komentarzy pięć minut po opublikowaniu xD.
      No jakoś tak mnie naszło na Naruto w garniturze jak widziałam w sklepie kobitkę biadolącą nad ubiorem męża. Pomysł wpadł i jest tekścik :D
      Dziękuję, że przeczytałaś i skomentowałaś, bo zaraz mi lżej na sercu jak widzę zostawiony ślad po czytelniku. Serio komentarze karmią Wenę, więc jestem wdzięczna xD
      Pozdrawiam i Wenę przygarniam, a jak! Przyda się na później xD

      Usuń
  3. Zazdrosny Sasu! <3 Loff na całego! W końcu z tych wszystkich Twoich miniaturek jest napisane, że jest zazdrosny! <3 Znowu chce mi się płakać xd Serio, chyba wiek dojrzewania mi nie służy xD
    I to chyba oczywiste, że Naru to ciacho nawet w dresie! Ale garniak to już szczyt :3 Nie! Najlepszy to jest strój ANBU <3 Wtedy jest sam seks xD
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uzumaki w garniaku... Mrauuu... Nie dziwię się, że Sasuke go z niego wyłuskał ^^. I ciągnięcie za krawat, o boshee... to takie hot :"D. Uwielbiam jak Uchiha jest zazdrosny, po prostu kocham. Teraz ma nauczkę, bo Uzumaki normalnie jest gorący, ale w stroju wizytowym jest do pożarcia. Tay, musisz częściej chodzić do miasta i obserwować ludzi, skoro po takich wypadach masz wenę na takie fiki. Tak! Wynocha w miasto, ja Ci każę! Sio! A jak wrócisz to poszła do kompa i klepiesz fiki. Raz, raz :). Buziole

    OdpowiedzUsuń