01.04.2014

Miłość i wierność w pakiecie - 2/? (SasuNaru)

Witam Was drodzy czytelnicy - o ile takowi są xD
Dzisiaj prezentuję Wam drugi rozdział historii SasuNaru.
Zapraszam do czytania i komentowania. :D


Rozdział 2
Betowała: Vanes :*



Sasuke wstał zza biurka i wyjrzał na korytarz, rozglądając się, czy w poczekalni nie czeka na niego żaden spóźniony pacjent. Miał cichą nadzieję, że żaden nadprogramowy chory pupil nie popsuje mu planów, bo dobrze pamiętał, że na dzisiaj był umówiony z Naruto, w celu odbioru przez blondyna znalezionego psa. Nie widząc nikogo, cofnął się z powrotem do gabinetu, porządkując papiery, dokumenty i chowając zdezynfekowane sprzęty do szafek. Ściągnął z dłoni gumowe rękawiczki, wyrzucając je do kosza, i obrzucił pomieszczenie uważnym spojrzeniem, sprawdzając, czy niczego nie pominął, po czym wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Podszedł do ustawionego w kącie poczekalni automatu z napojami, chcąc wypić szklankę wody. Sprawdził godzinę, z zadowoleniem stwierdzając, że ma jeszcze trochę czasu do wyczekiwanego spotkania.
— Ekhm… Dobry wieczór? — dobiegł go spokojny głos zza pleców.
Powoli odwrócił się, przyglądając się wysokiemu brunetowi, który nonszalancko opierał się o ścianę. Nie usłyszał, kiedy wszedł, zbyt pochłonięty własnymi myślami.
Krótkie przygładzone włosy i czarne oczy, które aż nazbyt czujnie go obserwowały oraz beznamiętny wyraz twarzy, nie wzbudziły w Sasuke sympatii.
— Dobry wieczór — odpowiedział po chwili, zastanawiając się kim, u diabła, jest ten chłopak i co tu robi, bo nie zauważył obok niego żadnego zwierzęcia wymagającego interwencji lekarza.
— Ja miałem odebrać psa.
— Jakiego psa? — spytał Uchiha, nie kojarząc go jako osoby, która kiedykolwiek była u niego w klinice, a tym bardziej nie miał – oprócz pewnego owczarka – żadnych psów pod opieką. Przypominając sobie o wilczurze, postanowił szybko spławić przybysza, bo musiał iść sprawdzić, jak ten się czuje, no i przygotować go do transportu. Odstawił trzymany w ręce kubek na stolik i, oddalając się, rzucił:
— Przykro mi, ale nie znam pana, a psa…
— Przysłał mnie Uzumaki Naruto, jestem jego przyjacielem — wyrecytował, jakby nauczył się tej wypowiedzi na pamięć. — Sai — dokończył po chwili, nie zmieniając swojej postawy ani o jotę, jak również nie wykonując żadnego gestu, by formalnie się przywitać.
Sasuke zastygł w pół kroku po usłyszeniu tej informacji.
— A dlaczego pan Uzumaki, nie stawił się osobiście? — Grał na zwłokę, bo myśl, że  ten dziwny, w jego mniemaniu człowiek, odejdzie z owczarkiem nie napawała go optymizmem.
— Ma pewne sprawy do załatwienia. — Sasuke wyczuł, że chłopak nie mówi mu całej prawdy, starając się ukryć prawdziwy powód nieobecności Naruto, co tylko dodatkowo go zirytowało. Wielki właściciel o skruszonym sercu się znalazł – pomyślał weterynarz złośliwie. — Kazał przeprosić w swoim imieniu i podziękować za opiekę, za co mu się dziwię,  no ale cóż. Kazał, to mówię — dorzucił jednostajnym, monotonnym tonem.
Uchiha spojrzał krzywo na przybysza, co ten odebrał chyba jako niezrozumienie, bo uporczywie wpatrując się w weterynarza, dodał:
— Przecież to twój zakichany obowiązek, nie? Za co ci dziękować, skoro rachunki wystawiasz? No chyba że zadowalasz się stekiem bzdurnych pochwał pod swoim adresem.
Sasuke zadrgała nerwowo żyłka na skroni po usłyszeniu tego stwierdzenia. Wziął głęboki wdech na uspokojenie, bo czuł, że zalewa go fala ogromnej irytacji i już chciał coś mu odpyskować, gdy przypomniał sobie, że wciąż jest w pracy. Musiał więc odłożyć złośliwości na bok, stawiając na profesjonalizm. Niech no tylko spotka tego palanta na ulicy, to już taki cierpliwy i miły nie będzie. Im dłużej słuchał i patrzył na osobnika podającego się za kumpla Naruto, tym gorsze zdanie na jego temat sobie wyrabiał, a składając razem to, że ten chłopak jest „przyjacielem” Naruto i te „pewne sprawy” do załatwienia, uznał, że Uzumaki i ten… ktoś, są najwyraźniej parą. Aż się wzdrygnął na tą myśl, składając jednocześnie mentalne kondolencje blondynowi. Ale przecież jak rozmawiał z nim, gdy przyprowadził do niego psa, to twierdził, że jest sam. Czyżby go okłamał? Uchiha musiał wiedzieć więcej, bo te skrawki informacji na nic mu się zdawały, a wzbudzały tylko dodatkowe wątpliwości.
— Taa… — westchnął cicho Uchiha, bo sytuacja nieźle go wkurzyła. Liczył na chwilę rozmowy z interesującym go blondynem, a w zamian co dostał? Jego beznadziejnego kumpla, który sterczy przed nim w oczekiwaniu i najwyraźniej nie zamierza odejść bez owczarka, zachowującego się bezczelnie i najwyraźniej zupełnie nie przejmującego się tym, co inni o nim pomyślą. 
— Muszę zadzwonić do pana Uzumakiego, by to potwierdzić.
— No to klops, bo nie zadzwonisz pan sobie. Naruto jest w pracy, kończy przedstawiać miesięczny raport, bo klient dość sporo się spóźnił, przez co wszystko się przedłużyło.
Uchiha mimo oczywistej niechęci do nieznajomego skinął głową, na znak, że zrozumiał.  Co jak co, ale wolał nie ryzykować wykonania telefonu, bo Sai mógł mówić prawdę, a on nie chciał, żeby Naruto miał nieprzyjemności w pracy, gdyby przerwał mu zebranie.
— Dobra, doktorku. —  Sai nie należał najwyraźniej do cierpliwych osób. — Idę do pracy na popołudniową zmianę, więc skoro panu już skończył, to mogły się pan pospieszyć? Mi czas w miejscu nie stoi.
— Naprawdę? No co pan nie powie… — Sasuke spojrzał na niego kpiąco, po czym dodał: — Wracając do meritum. Przyszedł pan po psa, tak?
— Tak — przytaknął Sai. — Przecież nie na seks.
— Idiota do potęgi — mruknął pod nosem weterynarz, a głośno spytał: — A smycz pan ma? — Niewinne pytanie miało na celu odwleczenie momentu wydania psa, a również najprawdopodobniej udaremnienie tej próby definitywnie, bo arogancja chłopaka wkurzała go niemiłosiernie. Nieustannie napominał się w myślach, żeby nie okazywać jawnej niechęci, był w końcu profesjonalistą i potrafił zachować pokerową twarz nawet w najgorszych warunkach, więc teraz też wytrzyma.
— Owszem. Kaganiec również.
— W takim razie proszę za mną — wysyczał przez zaciśnięte zęby Sasuke, kierując się do miejsca, w którym znajdował się pies, równocześnie zaciskając dłonie w pięści ze złości.
Stojąc pod drzwiami i szukając kluczy, usłyszał ciche warczenie wydobywające się z pokoju. Uśmiechnął się chytrze sam do siebie, otwierając drzwi i puszczając Saia przodem, na co brunet przystał z ochotą, zatrzymując się tuż przed klatką z psem. W momencie, w którym schylił się, by dokładniej mu się przyjrzeć, owczarek obnażył kły, warcząc coraz głośniej i szczekając zawzięcie. Sasuke obserwując to z boku, uśmiechał się kpiąco, zastanawiając czy zwierzak będzie potrzebował dobrego pretekstu, by odgryźć mu chociaż ze dwa palce. Zwierzak był przebadany pod kątem wścieklizny, więc zbytnich komplikacji po ugryzieniu Uchiha nie przewidywał, a nawet cicho żałował, że takowe raczej nie powstaną. W każdym razie nie zamierzał okazać nieznajomemu litości, a nawet gotów był na zakup jakiejś ogromnej kości, gdyby psisko faktycznie zechciał spełnić jego mentalną prośbę o uszkodzenie ciała przyjaciela Naruto chociaż w drobnym stopniu.
— No to dalej, pakuj go pan. — Sai stanął obok klatki, zaplatając ręce na piersi w oczekiwaniu.
Sasuke, nie odzywając się ani słowem, podszedł do szafki, w której trzymał klucze od klatek. i wrócił z zamiarem otwarcia kojca. Przechodząc obok Saia, nie zaszczycił go nawet przelotnym spojrzeniem, całą swoja uwagę skupiając na psie. Powoli, nie wykonując gwałtownych ruchów, przekręcił kluczyk, wyciągnął kłódkę i uchylił drzwiczki. O dziwo, pies zamerdał wesoło ogonem i wychylił łeb w jego kierunku, domagając się pieszczot, a Sasuke skwapliwie mu je okazał, targając go za uchem i klepiąc delikatnie po wielkim łbie. Chwilę później poczuł, jak mokry jęzor zwierzaka przesuwa się po jego dłoni, a następnie pies przylgnął całym bokiem do jego nóg. Uśmiechnął się delikatnie samymi kącikami warg na ten gest, w dalszym ciągu głaszcząc miękkie futro.
— Dobra, to teraz niech go pan poubiera w te wszystkie przyrządy i spadam stąd. — Po tych słowach owczarek zwrócił ku niemu głowę, ponownie przyjmując agresywną postawę. Uchiha był szczerze zdziwiony tym pokazem, bo przy nim nigdy się tak nie zachowywał, jednak utrzymał na twarzy maskę obojętności, nie chcąc wdawać się w kolejną beznadziejną dyskusję z czekającym mężczyzną. Wziął podany przez niego kaganiec i delikatnie założył siedzącemu już grzecznie psu na pysk, który, czując metalową obręcz, natychmiast podniósł łapę, próbując go z siebie ściągnąć.
— Spokojnie — szepnął Uchiha, gładząc sierść zwierzęcia, by go uspokoić. Potem chwycił obrożę, zapinając ją wokół szyi i na końcu doczepił do niej smycz. Wyciągnął jej koniec w kierunku stojącego nieruchomo bruneta, a ten, chwyciwszy ją, szarpnął lekko, próbując zmusić psa do wstania. Kolejne ostre warknięcie i brak reakcji na próby Saia tylko rozbawiły Uchihę, który ze stoickim spokojem przyglądał się, jak ten, do tej pory opanowany mężczyzna traci cierpliwość przy próbie zmuszenia psa do posłuszeństwa. „Psy wyczuwają złych ludzi” przemknęło Sasuke przez myśl, gdy widział, jak potężny pies za nic nie chce wyjść z pokoju. Postanowił interweniować, bo miał już dosyć patrzenia jak zwierz się męczy.
— Chyba nic z tego nie będzie — wypalił, teraz już nie kryjąc sarkazmu. — Nie lubi cię.
— Trudno.
— Może lepiej, żeby pan Naruto sam po niego przyszedł? — zasugerował, zastanawiając się, czy uzyska pożądany efekt.
— Obiecałem, że go odbiorę, to odbiorę — zirytował się Sai, mocując się ze smyczą.
Sasuke tylko westchnął głośno na tą całą szopkę, którą miał przed oczami. Podszedł do psa, kucając na wprost niego i klepiąc go uspokajająco, szepnął:
— Idź, mały. Twój nowy pan na ciebie czeka.
Pies przekrzywił łeb i podniósł uszy do góry, zupełnie jakby zrozumiał, co Uchiha powiedział, a następnie wstał na cztery łapy i powoli ruszył do przodu. Sasuke odprowadził ich do drzwi, patrząc, jak odchodzą. Co jakiś czas pies odwracał się w jego stronę, jednak delikatne nawoływania Saia zmuszały go do ruchu. Po chwili zniknęli mu całkowicie z oczu, a on sam wrócił do kliniki i usiadł na krzesełku w poczekalni, a dając upust swojej złości i frustracji uderzył pięścią w ścianę.
— Pięknie. — Przyglądał się przez chwilę pulsującej bólem ręce, po czym wstał, ściągnął fartuch i odwiesił go na wieszak. — Po prostu, kurwa, pięknie! — wymamrotał, zamykając klinikę. Wszystkie jego plany i nadzieje trafił szlag. Mrużąc wściekle oczy i w duchu układając listę najgorszych epitetów jakie znał pod adresem Saia, ruszył chodnikiem w kierunku samochodu. To popołudnie zdecydowanie mógł uznać za jedno z najgorszych w swoim życiu.  


*


Naruto trzymał słuchawkę przy uchu i czekał, aż osoba, do której dzwonił, łaskawie odbierze. Kolejna usłyszana informacja, że „abonent jest w tym momencie nieosiągalny” tak go wkurzyła, że cisnął telefonem na kanapę.
— Na co się gapisz, demonie jeden? — mruknął w kierunku psa, który trzymał w pysku jeden z jego butów. —Kyuubi, przestań! — dodał, choć wiedział, że pies i tak nie posłucha.
Wzniósł oczy do sufitu, wzdychając cierpiętniczo. Nie tak to sobie wyobrażał. Posiadanie psa zawsze kojarzyło mu się z czymś… przyjemnym. Na pewno nie z tym, co od jakiegoś czasu przeżywał w domu codziennie. Jak tylko zwierzak zadomowił się u Naruto, pokazał swój charakterek. Brudził na każdym kroku, pochłaniał ogromne ilości jedzenia, gryzł wszystko, co znalazło się w jego polu widzenia, szczekał i warczał okropnie głośno na każdego, a na spacerach wyrywał się, skakał na Bogu ducha winnych ludzi, a gdy tylko Naruto próbował nauczyć go jakiejkolwiek komendy, jawnie go ignorował. Nie tak – według Uzumakiego – powinna wyglądać wdzięczność. Tracił pomału nadzieję, że ich relacje kiedykolwiek się poprawią. Jednak jego zawziętość i upór nakazywały mu konsekwencję, bo skoro go przygarnął, to przecież nie wyrzuci go z powrotem na bruk. Ale lustrując wzrokiem pokój, znów ogarnęło go zwątpienie. Poobgryzane rogi mebli, zrzucony na ziemię z parapetu kwiatek, którego doniczka roztrzaskała się w drobny mak a ziemia wysypała się dookoła. Dalej kilka dziurawych skarpetek leżało smętnie pod ścianą, z której Kyuubi obgryzł i porozdzierał pazurami tapetę. Zerknął na rozszarpane obicie fotela i wystającą żałośnie z niego gąbkę, przewróconą i również pogryzioną mocnymi zębami półeczkę na płyty CD. Kolejną uszkodzoną rzeczą była futryna od drzwi, z której zdrapał swoimi wielkimi pazurami farbę oraz porobił głębokie i doskonale widoczne rysy. Całości obrazu nędzy i rozpaczy dopełniały powyrywane i poprzegryzane kable od większości sprzętów elektronicznych, jakie posiadał w domu.
Wesoła melodyjka, oznaczająca połączenie, wyrwała go z rozmyślań. Rozejrzał się w poszukiwaniu wyrzuconego wcześniej telefonu, a gdy go znalazł, wcisnął przycisk i rzucił z wyrzutem w głosie do słuchawki:
— No nareszcie, już myślałem, że nigdy się nie dodzwonię! — Po tych słowach musiał odsunąć aparat na nieznaczną odległość, bo głuchy w tak młodym wieku być nie zamierzał.
— … do matki?! — Usłyszał tylko końcówkę wypowiedzi, doskonale domyślając się, jaki był jej początek.
— No dobra, wybacz — przewrócił teatralnie oczami i dodał: — Mam problem.
— Synku, skarbie, co się stało? — Zaniepokojona Kushina zmieniła ton natychmiast, ignorując wcześniejsze denerwujące zachowanie syna.
— Czy tata ma w najbliższym czasie urlop?
— Tak, za trzy dni będzie miał dwa tygodnie wolnego, ale nieważne , mów, jaki masz problem, słyszysz? Gadaj natychmiast! — warknęła ostrzegawczo, tracąc cierpliwość.
— No… eee… — jąkał się, zastanawiając się, jak pokrótce wytłumaczyć, o co mu chodzi. — Chcę wam kogoś przedstawić — palnął na wydechu, nie zastanawiając się wcześniej, jak to może zabrzmieć.
— Naprawdę, kochanie? — pisnęła zaaferowana matka. — To cudownie! Kiedy ślub? Pewnie jest już w cięży, prawda? Inaczej na pewno nie zadzwoniłbyś do mamy, prawda? Nic się nie martw, pomożemy wam, zobaczysz, wszystko się ułoży! — zakończyła entuzjastycznie.
— Mamo… — spróbował delikatnie wtrącić Naruto, uderzając się otwartą dłonią w czoło z bezsilności.
— No spokojnie, młody! Nie martw się, będziesz cudownym mężem i ojcem, tak jak twój tata. Takie rzeczy ma się w genach!
— Mamo! — krzyknął do słuchawki, mając dość jej wywodów. Uzyskując upragnioną ciszę, dodał: — Chodzi o psa.
— Psa? Jakiego, cholera jasna, psa?!
— Owczarka niemieckiego. Długowłosego, jeśli już mam być konkretny. Znalazłem go i postanowiłem przygarnąć — rzucił szybkie spojrzenie na, w dalszym ciągu gryzącego bezlitośnie jego buta, psiaka.
— Chcesz nam przedstawić psa, dobrze rozumiem?
— Tak, dokładnie.
— A po co w takim razie pytałeś, czy tata będzie miał urlop?
— Bo… — znów się zająknął
— Powiedz mi w końcu, co się tam u ciebie dzieje, bo zaraz stracę cierpliwość!
— Remont — wyszeptał do słuchawki.
— Co?
— Potrzebny mi remont mieszkania! Ten potwór pół chaty mi zdemolował… — Kyuubi chyba wyczuł, że rozmowa dotyczy właśnie jego, bo podszedł do Naruto, kładąc swój wielki łeb na jego kolanach i wpatrując się w swojego pana ciemnymi oczami. Uzumaki automatycznie zaczął go głaskać, choć minę miał przy tym nietęgą. Z jednej strony pokochał go na amen, z drugiej zaś miał wrażenie, że jest to uczucie nieodwzajemnione.
— Jutro rano u ciebie jestem. Na razie — rzuciła Kushina i rozłączyła się.

— No i co ja mam z tobą zrobić, hę? — zwrócił się do psa, odrzucając aparat na bok i wzdychając ciężko. — Zaczniesz w końcu być posłuszny czy nie? — zadał kolejne pytanie, a Kyuubi w tym momencie wskoczył na kanapę, obracając się na plecy, ukazując brzuch i domagając większej ilości pieszczot. — Cholera, jestem zdecydowanie za miękki… — stwierdził ponuro Uzumaki, spełniając niemą prośbę psa. 

3 komentarze:

  1. Krótkie! No za krótkie, serio! Jakoś tak na początku zbyt pompatycznie mi niektóre zdania brzmiały, ale potem pomyślałam, że w sumie to i tak opisujesz akcję z punktu widzenia Sasuke, a on taki trochu czasem jest poważny i pompatyczny, więc luzik xD. Rozwaliła mnie rozmowa Naruciaka z Kushiną i motyw przedstawiania psa rodzicom ^^. Saia nie lubię. W tym fiku w sensie. Wkurzający taki, grrr... No to co... to weny! Dużo weny żeby rozdziały długie były!

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram Siv. Rozdział stanowczo za krótki i to mnie smuci. Szkoda mi w tym rozdziale Sasuke. Tak się napalił na spotkanie z blondynem a tu co? Guzik. Mało, że Naruto nie ma to jeszcze podesłał mu Saia. Huehuehue... Artysta uroczy jak zawsze xD. Przy nim nikt nie jest w stanie utrzymać nerwów na wodzy^^. Rozbawiły mnie przemyślenia Uchihy, że jeszcze by Kyuubiemu kość kupił jakby zechciał udziabać Saia. Cóż za złe fluidy wysyłał do psa xD. Później pewnie by umywał ręce jakby co xD. Rozmowa Kushiny jak zwykle genialna. Ta kobieta jest niesamowita :"D. Uwielbiam ją. Ciekawa jestem jak pociągniesz tresurę Kyuubiego :3. Dlatego nie zwlekaj tylko pisz nexta, buziole i weny :*.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki fajny rozdział :3 Bardzo mi się spodobało.. Czekam na cd tego opowiadania :D

    OdpowiedzUsuń