05.05.2014

To co najlepsze

Zapraszam na dwie krótki miniaturki, która były pisana (wymuszane siłą! xD) na święta wielkanocne. Choć już to dawno za nami, to jednak postanowiłam wkleić. Pierwsza znajduje się: tutaj Zapraszam!

Tytuł: "To co najlepsze"
Długość: Miniaturka
Pairing: SasuNaru
Gatunek: AU, świąteczne, humor
Ostrzeżenia: Brak
Beta: Fefa, za co podziwiam i serdecznie dziękuję. :)

Dziękuje również Dicie i TAT, bo wspólnie z fefą mobilizowały mnie do pracy, no i wybiły mi z głowy pomysł nie-publikacji. :D




Naruto usłyszał dzwoniący telefon i z ociąganiem wstał z kanapy, na której leżał podczas oglądania telewizji, i spojrzał na wyświetlacz. Widząc, że dzwoni Sasuke, zmarszczył brwi i po chwili odebrał.
— No? — wymamrotał do słuchawki.
— Naruto, słuchaj, spóźnię się. Uszykuj wszystko, to tylko się przebiorę i pójdziemy, dobra? — rzucił szybko.
— Ale dlaczego się spóźnisz? Przecież… 
— Korki. — Sasuke nie dał mu dokończyć, przerywając. — Po prostu ugotuj jajka, weź trochę pieczywa, sól, masło i wędlinę i wsadź to wszystko do koszyka. I serwetkę wyprasuj. Muszę kończyć, światło się zmieniło. Do zobaczenia! — Uzumaki usłyszał dźwięk zerwanego połączenia. 
Stał chwilę, gapiąc się w ekran telefonu, jakby nie rozumiał co się w ogóle stało. Jak to, Sasuke się spóźni? I, że niby on ma święconkę sam przyszykować? Przecież, szczerze mówiąc, nie miał zielonego pojęcia jak to zrobić, bo nigdy nie musiał zastanawiać się, co powinno, a co nie znajdować się w święconce.
— Cholera jasna! — zaklął i poszedł do kuchni, rozglądając się po pomieszczeniu z nadzieją, że tak naprawdę koszyczek jest już uszykowany, bo przecież Uchiha jako perfekcjonista często robił ważne rzeczy z wyprzedzeniem. Niestety pusty koszyk, stojący na lodówce, pozbawił go złudzeń. Z trwogą spojrzał na zegar, zastanawiając się, czy w półtorej godziny sobie poradzi.
Sasuke kazał mu wyprasować serwetkę. Pomyślał, że akurat to nie może być trudne, zwłaszcza, że wielokrotnie widział jak brunet prasuje swoje koszule, więc teorię powinien mieć opanowaną, a praktyka na pewno jest łatwa do wykonania. Wystarczy tylko trzymać żelazko, a samo się wyprasuje. 
Zajrzał do salonu, łazienki, a nawet otworzył kilka szuflad, jednak nie widział tam nic, co mogłoby przypominać świąteczną serwetkę.
— Gdzie Sasuke je trzyma? — mruknął do siebie.
Zdezorientowany, wrócił do kuchni zmieniając zdanie i chcąc najpierw uporać się z jedzeniem, potem resztą, czyli prasowaniem i przebraniem się. Otworzył lodówkę, lokalizując jajka, baranka z masła i szynkę, po czym wyłożył to na blat, wgapiając się w nie uparcie, jakby siłą woli chciał zmusić te produkty do ułożenia się w koszyku. Niestety jego umiejętności telekinezy srodze go zawiodły, więc uznał, że może Uchiha jednak dotrze do domu szybciej niż zapowiedział i zrobi to sam. W końcu korki w mieście nie mogą go zatrzymać na wieczność! 
— No, do jasnej anielki! — Uzumaki zaczynał panikować. — Nie, nie, nie! — mamrotał pod nosem, krążąc po domu. — Jednak trzeba zacząć od prasowania! — Kolejny raz zmienił zdanie i znów ruszył na poszukiwania ozdobnej tkaniny, biorąc ze sobą koszyk, by w razie czego jakąś dopasować. Znalazł na najniższej półce w komodzie stosik śnieżnobiałych, okrągłych serwetek. Wyciągnął je, kładąc na fotelu i poszedł po żelazko i deskę do prasowania. Męczył się trochę, gdy ją rozkładał, jednak w końcu udało mu się to i zadowolony pogratulował sobie w duchu sukcesu. Ustawił temperaturę i zaczął prasować, lecz pierwsza próba okazała się kompletną porażką, bo na materiale zostały dziwne, brunatne plamy. Odrzucił ją ze złością, sięgając po następną, lecz efekt był taki sam. Dopiero przy trzecim podejściu, zorientował się, że w zbiorniczku nie ma wody, która zmieniając się w parę, ułatwi mu pracę. Szybko naprawiając błąd, wziął kolejną serwetkę ze stosu i spróbował ponownie. Przyłożył do niej stopę żelazka i nacisnął guzik służący do wytworzenia pary i odskoczył z krzykiem, gdy gorące opary uderzyły go w twarz. Pocierając załzawione oczy, poczuł swąd i zrozumiał, że właśnie przypalił delikatny materiał. Pozbył się go, usuwając ślady własnej nieudolności, coraz bardziej zdenerwowany upływającym czasem. Wziął głęboki oddech i zmniejszył temperaturę, powtarzając sobie w myślach, że ma zachować spokój, bo to tylko głupia serwetka i przecież musi sobie z nią jakoś poradzić! 
— No nareszcie! — wykrzyknął uradowany, gdy skończył. Co prawda idealnie wyprasowana nie była, no ale przecież i tak trzeba ją jakoś przywiązać do koszyka, żeby wiatr jej nie zdmuchnął. Najważniejsze, że prezentowała się całkiem nieźle, no i że się nie spaliła. Rozpierała go duma, patrząc na efekt swojej pracy. Odłączył żelazko, schował deskę i poszedł do kuchni, bo uznał, że za ten cały trud należy mu się chwila odpoczynku przy kubku kawy. Jednak rzut oka na zegar sprawił, że w ciągu sekundy odrzucił tę opcję. Zostało mu tylko piętnaście minut, zanim będzie musiał wyjść, żeby zdążyć do kościoła na święcenie. A Sasuke nadal nie było. Obrzucił spojrzeniem wyciągnięte wcześniej jedzenie, potem siebie. Stwierdzając, że ważniejsze jest schludne i czyste ubranie, pognał do sypialni, by się przebrać. Trzęsącymi się dłońmi zapinał guziki koszuli, intensywnie myśląc, jak on ma zdążyć uszykować koszyk, skoro praktycznie już powinien wychodzić? W dodatku był głodny, a z pustym żołądkiem ciężko mu się myśli. Już ubrany, chwycił koszyk i serwetkę, chcąc ją przytwierdzić w jakiś mało skomplikowany sposób. W akcie desperacji chwycił agrafki i zupełnie nieelegancko przebił materiał, pocieszjąc się tym, że gałązki bukszpanu zasłonią powstałe dziury. Czyli została jeszcze tylko kwestia zapakowania potraw wielkanocnych. Wyciągnął kilka skibek chleba, dołożył bułkę i rozglądał się rozpaczliwie, za czymś, na co mógłby włożyć kiełbasę i masło, a co miałoby gabaryty odpowiednie do małego dna wiklinowego koszyczka. Słysząc zgrzyt klucza w zamku, podskoczył przestraszony. Wiedział, że jak Sasuke zobaczy, że nie poradził sobie ze święconką, to padną pod jego adresem ironiczne komentarze. Chcąc zachować twarz, schował wszystko do szafki na dole, a potem szybko wyciągnął z niej malutką paczuszkę. Przykrył koszyk serwetką i sprawdził, czy nic spod niej nie widać. Zadowolony z rozwiązania awaryjnego trzymał koszyk w ręce, żeby utrudnić Sasuke zajrzenie do środka.
— Naruto! Jesteś gotowy? — Sasuke skierował się do łazienki, by szybko się przebrać.
— Ja tak, czekam tylko na ciebie.
— Za minutę będę gotowy — odkrzyknął Uchiha.
Uzumaki stanął przy drzwiach i czekał, a Sasuke faktycznie wyszedł po chwili w pełni przebrany i odświeżony. Zgarnął ze stolika kluczyki do samochodu i wspólnie opuścili mieszkanie. 

***


Po poświęceniu potraw, pojechali odwiedzić kolejno rodziców Naruto i Sasuke, bo dwa dni świąt planowali spędzić wspólnie, nie wychodząc z mieszkania, chcąc nacieszyć się sobą do granic możliwości. Obaj pracowali, nieraz po dwanaście godzin na dobę, nawet w weekendy. Dawno nie mieli urlopu w tym samym terminie, dlatego korzystali z możliwości jaką dawały im święta, by móc celebrować je na swój własny sposób. W sypialni, oczywiście. 
Wieczorem wrócili do domu zmęczeni, jednak chwila relaksu pod prysznicem na nowo ich orzeźwiła, a pożądanie zniwelowało uczucie senności.

***


Nastepnego dnia rano, gdy Naruto jeszcze spał, Sasuke wstał z zamiaram przygotowania świątecznego śniadania. Nakrył stół białym obrusem, uszykował talerze i sztućce, a następnie wstawił wodę, by ugotować jajka. Ogarnął wzrokiem pomieszczenie, sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu i zadowolony z efektu ruszył obudzić Uzumakiego. Wiedział, że blondyn potrzebuje dłuższej chwili aby w pełni się obudzić, a nie chciał, żeby w czasie świątecznego śniadania głowa opadała mu na blat. O właśnie! Kawa. Pozwoli pospać mu jeszcze pięć minut i pójdzie zrobić kawę, taką jaką Naruto najbardziej lubił. Gdy napój był już gotowy, wrócił do sypialni i trącił chrapiącego Uzumakiego w ramię. Przebudzony chłopak przetarł zaspane oczy i spytał:
— Sasuke? Co jest?
— Wstawaj, śniadanie na stole.
— Już, moment. — Niechętnie wstał z łóżka, ale nie chciał kłócić się o drobiazgi, a zwłaszcza w święta, dlatego nie wyraził na głos swojego niezadowolenia. Zgodnie z tradycją trzeba zjeść wspólne śniadanie, więc ten jeden dzień w roku może się poświęcić i wstać bez marudzenia. 
— Naruto, przynieś do kuchni święconkę! Trzeba wyciągnąć sól do jajek!
Ubrany blondyn, choć wciąż nie do końca obudzony, chwycił koszyk i posłusznie wziął go ze sobą. Położył na stole, ziewając szeroko i chwycił za kubek z kawą. Delektował się napojem, sennie przyglądając się brunetowi. W tym czasie Sasuke odsłonił serwetkę, a jego dłoń zamierzająca wyciągnąć wspomnianą wcześniej przyprawę, zastygła w bezruchu. 
— Młocie! — Jadowity syk wydobył się z gardła Uchihy, a oczy ciskały gromy w kierunku nic nie rozumiejącego chłopaka. — Ty kretynie!
— Co chcesz, draniu?! — Naruto wkurzony na obelgi, podniósł się z krzesła.
— Co to jest?!
— Święconka, a co ma być?
— Zdurniałeś do reszty? Przecież to jest ramen! Zupka w proszku! — Sasuke wyciągnął ze środka paczuszkę z makaronem instant. 
Uzumaki chyba dopiero teraz przypomniał sobie, że faktycznie wczoraj wsadził do koszyka zupkę w proszku, bo nie było mowy o tym, żeby zdążył przyszykować odpowiednie jedzenie do poświęcenia. Zbyt pochłonięty wczorajszymi intensywnymi wieczornymi pieszczotami, zupełnie zapomniał o podmienieniu zawartości. Wściekły Sasuke trzymał paczkę tuż przed jego nosem, a on kombinował jak się z tego wykręcić, jednak nic nie przychodziło mu do głowy. W końcu, mając dość napiętej atmosfery, zaśmiał się głośno, zabierając ramen z ręki bruneta.
— Oj tam, Sasuke! Spójrz! — Naruto podsunął brunetowi etykietę pod oczy. — Przecież ramen ma wszystko, co powinno być w koszyku, no! Jajka, sól, mięso...

3 komentarze:

  1. Powinno być tu ostrzeżenie żeby nie czytać tego tekstu w pracy!
    O boże kochana... całe biuro myśli, że mi odjebało do reszty :D
    Nie ma to jak ryknąć śmiechem podczas "pracy" :D
    Całuje,
    Lena

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    oj, Naruto, Naruto trzeba było w porę podmienić zawartość koszyka wielkanocnego, Sasuke bardzo się wściekł, no ale cóż nie ukrywajmy ramen ma wszystko to co powinno znaleźć się w koszyku...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń