Betowała: e.Q i Vanes, za co ślicznie dziękuję :*
Nie przedłużając, zapraszam :D Mam nadzieję, że udami się Was zaskoczyć przebiegiem zdarzeń w tym rozdziale ^^.
Daty,
dane, tabele i cyfry nie chciały zniknąć mu sprzed powiek. Stres pogłębiał się z każdą mijaną sekundą, gromadząc się w środku i
szukając ujścia. Niestety czas naglił i Naruto nie mógł pozwolić sobie na
jakiekolwiek rozproszenie uwagi. Łyk kawy, zimnej już, nie przyniósł ulgi, a
przemęczony organizm i klejące się od braku snu powieki tylko utrudniały
skupienie. Był jednak zawzięty, uparcie przebijając się przez kolejne arkusze,
kalkulował, liczył i uzupełniał powstałe braki, ignorując wszystkie oznaki
zmęczenia. Parł do przodu, mimo czwartej nad ranem i obolałego od długotrwałego
siedzenia kręgosłupa.
Wreszcie,
gdy był już na skraju wyczerpania, kliknął po raz ostatni i po przeczytaniu
stworzonego w mękach raportu, odetchnął pełną piersią, zadowolony z efektu.
Położył
głowę na biurku i nie przejmując się już niczym, pozwolił sobie na drzemkę.
***
Sasuke
zaparkował samochód i automatycznie spojrzał w górę, szukając okien od biura
Uzumakiego. Zastanawiał się, czy ten wywiązał się z zadania i przygotował
zestawienie, bo jeśli nie, to Tsunade da im ostro popalić. Specjalnie
przyjechał do pracy trochę wcześniej, chcąc upewnić się, że wszystko jest
dopięte na ostatni guzik. Ruszył w kierunku wejścia, skinął głową dozorcy i
wsiadł do windy, by ta zawiozła go na odpowiednie piętro. Po wyjściu z niej od
razu skierował się do pokoju Naruto, nawet nie trudząc się, by ściągnąć z
siebie wierzchnie okrycie, czy odłożyć teczkę.
—
Uzumaki, masz?! — warknął, przekraczając próg. — Obyś… — urwał w pół słowa, zauważając,
że mężczyzna śpi.
Podszedł
bliżej i ostrożnie, by go nie obudzić, zabrał leżącą na blacie teczkę, a
następnie szybko ją przekartkował. Wszystko się zgadzało, Naruto zdążył, więc z
niemałą ulgą Uchiha odetchnął. Obrzucił śpiącego pobłażliwym spojrzeniem i
wyszedł, zabierając dokumenty ze sobą. Uśmiechnął się wrednie sam do siebie,
przyglądając się trzymanej w ręku zdobyczy. Chyba znów przyszedł czas na jakiś
mały spektakl z telefonem w roli głównej.
***
—
Jasna cholera! — krzyknął Naruto po przebudzeniu się i zauważeniu, że pisany
całą noc raport wyparował. — Inuzuka, jeśli to twoja sprawka, to cię zabiję! —
Rozzłoszczony, przerzucał wszystkie papiery na biurku w poszukiwaniu
zguby.
—
Odbiło ci?! — Kiba z niedowierzaniem wpatrywał się w miotającego się po pokoju
kumpla. — Nawet nie wiem, o czym mówisz, Naruto! Uspokój się i powiedz co jest
grane, a nie biegasz jak poparzony.
—
Raport, do cholery! Gdzie on jest? Gdzie?! — zawył Uzumaki w desperacji. — Całą
noc siedziałem przy tym gównie, a teraz go nie ma! — Uzumaki schował twarz w
dłoniach, mając już dość wszystkiego. Ktoś najwyraźniej bawił się jego kosztem,
a on nie zamierzał tak tego zostawić.
—
Spokojnie, przecież na pewno gdzieś tu jest, zaraz pomogę ci szukać —
zaoferował się Inuzuka, widząc pogłębiającą się rozpacz na zmęczonej twarzy
współpracownika.
—
To na nic… — szepnął Uzuamaki, który popadł w rezygnację. Zaraz jednak
otrząsnął się, bo nie mógł tak tego zostawić. Ten kto wywinął mu taki numer,
srogo go popamięta. — Która godzina? — spytał nieco przytomniej, przypominając
sobie, że spotkanie z szefową zapowiedziane zostało na dziewiątą rano.
—
Za pięć dziewiąta, a co?
—
No to po mnie. Nie dość, że Uchiha i Tsunade mnie zabiją, to jeszcze stracę
pracę! — jęknął przerażony, sięgając do kieszeni po telefon.
—
Przestań panikować! — fuknął Kiba. — Zaraz coś wymyślimy.
Naruto
jednak zauważył na ekranie komórki informację o nieodczytanej wiadomości i choć
nie był w nastroju, odczytał ją.
„Ktoś dzisiaj uratuje cię z kłopotów. Okaż tej
osobie wdzięczność, a możesz zdobyć sprzymierzeńca”.
Naruto
gwałtownie poderwał głowę, zapominając o załamaniu, jakie przeżywał przed
chwilą. Zapaliła się w nim nadzieja, że może i tym razem przepowiednia okaże
się prawdą.
—
Muszę iść, pogadamy później! — Zostawił osłupiałego nagłą zmianą zachowania
Inuzukę i wypadł z pomieszczenia, biegnąc wprost do gabinetu szefowej.
Gdy
od drzwi dzieliło go tylko parę kroków, te uchyliły się i z gabinetu spokojnie
wyszedł Sasuke, a Naruto niemal jęknął na jego widok. Nie zdążył, Tsunade
zapewne już wie o jego porażce, tłukło mu się po głowie.
Uchiha
dostrzegł go i obdarzył krzywym spojrzeniem, zbliżając się.
—
Masz, oddaję, młocie. — Zatrzymał się i wcisnął osłupiałemu mężczyźnie
poszukiwaną przez niego teczkę. — Już po wszystkim, a ty lepiej idź do domu.
—
Ale… — Naruto nie bardzo wiedział co jest grane. Czyżby właśnie został
bezrobotny?
—
Tsunade jest zadowolona, ale lepiej teraz jej się nie pokazuj.
Naruto
z niemałą ulgą przyjął usłyszaną informację, zaraz jednak zmarszczył brwi w
zamyśleniu. Czy to właśnie ten zapowiedziany moment, w którym ktoś ratuje mu
skórę? Zastanawiał się nad wyborem między opieprzeniem Uchihy za to, że prawie
doprowadził go do zawału, zabierając jego pracę, a tym by mu podziękować, że
wziął na siebie całą przeprawę z szefową.
—
Dla… ?
—
Wyglądasz jak gówno, młocie — skrzywił się z niesmakiem księgowy. Idź się
prześpij, porozmawiamy innym razem. — Uchiha odszedł szybkim krokiem,
zostawiając Naruto samego.
***
Przespał
całą resztę dnia, od kiedy wrócił z biura. Chyba tylko cudem udało mu się ustać
pod prysznicem, a potem dosłownie runął na łóżko, zasypiając niemal od razu.
Nawet
po obudzeniu się leżał na kanapie i przerzucał bezmyślnie kanały, bo i tak nie
był w stanie skupić się dłużej na żadnym oglądanym programie. Czuł się
cholernie zmęczony i obolały od długiego siedzenia za biurkiem, że nawet głód
nie zmusił go do ruszenia się choćby o milimetr. Już nigdy więcej nie zaniedba
swoich obowiązków, oj nie. Praca wykonywana regularnie i na czas nie była
lekka, a co dopiero, gdy nadeszło widmo uzupełniania luk. Których, zgodnie z
prawdą, sam narobił, fakt, ale solennie sobie obiecał, że to był pierwszy i
ostatni raz. Tempo pracy jakie narzucił mu Sasuke było mordercze, dotkliwie
odczuwał jego skutki. Niestety pretensje mógł mieć tylko do siebie. W życiu już
nie narobi sobie takich zaległości, choćby nie wiadomo co się działo. Obecne
cierpienie było dobrą nauczką, by w pracy zajmować się tym czym powinien i
nawet Uchiha – poniekąd sprawca tego całego bałaganu, lecz zupełnie tego
nieświadomy – nie oderwie go od pracy.
Gdy ssanie w żołądku stało się tak nieznośnie,
że aż rozbolał go brzuch, zdecydował się w końcu wstać, by coś przekąsić.
Ruszył do kuchni, zastanawiając się czy w ogóle coś znajdzie w lodówce, gdy
wtem zawibrowała mu komórka, a on już zamierzał wrócić do pokoju, odczytać
wiadomość, kiedy dotarło do niego coś jeszcze. Że to wszystko, co mu się
ostatnio przytrafiło, jest po części zasługą tego durnego wróżbity, u którego
subskrypcje sobie wykupił.
Cofnął
się, zaciskając dłonie w pięści, starając się ze wszystkich sił zignorować
świadomość, że kolejna „złota rada” już na niego czeka. Toczył wewnętrzną
walkę, bo przykrości, jakich doświadczył przez swoje zamiłowanie do horoskopów,
skutecznie zniechęcały go do kontynuacji tego procederu. Miał ochotę rzucić
wszystkie nawyki i przyzwyczajenia związane z wróżbami. Niestety były jak
nałóg, kusiły, mamiły i nie pozwalały o sobie zapomnieć, a
Uzumaki wiedział, że jest na przegranej pozycji.
Nie
spodziewał się, że wybór, dla wielu oczywisty, między jedzeniem, gdy jest się
głodnym, a chęcią sięgnięcia po telefon, będzie taki trudny. Czuł się niemal
jak w pułapce, między młotem a kowadłem, niezdolny do podjęcia jakiejkolwiek
decyzji. Sekundy mijały podczas, gdy Uzumaki tkwił w bezruchu, cały czas
zastanawiając się, co zrobić najpierw.
—
A niech to szlag! — zaklął, łapiąc się za brzuch. —Jeść! — zawył, zgrzytając ze
złości zębami. Czuł się tylko trochę lepiej, nie rzucając się od razu po
telefon, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że zrobi to za chwilę, porzucając
ideę zerwania z nałogiem.
Czemu ten cholerny serwis nie wysłał
wiadomości parę minut temu, gdy jeszcze był w pokoju? Szykując sobie coś na
ząb, tak się śpieszył, że nieomal nie potłukł talerza. Wreszcie ze stosem
świeżo przyszykowanych, jednak zrobionych niedbale ze względu na szybkość,
kanapek, poczłapał się do pokoju. Wpychając sobie jedną do ust, sięgnął po
komórkę, nie mogąc już znieść niepewności, co też takiego znów otrzymał.
Zatrzymał się jednak w pół zdania, a kanapka wyślizgnęła mu się z dłoni, gdy
zauważył, że nadawcą sms-a nie jest, jak przypuszczał, serwis, tylko Uchiha.
Przez moment gapił się w wyświetlacz, ale nie widział zupełnie nic, tak
otumaniła go ta informacja. No bo czego Sasuke mógł chcieć? Miał zamiar upewnić
się, czy Naruto żyje po tym, co przeszedł? Ciekawość w końcu wzięła górę i
kliknął „otwórz”.
„Spotkajmy się wieczorem, w ‘Elicie’ ” – brzmiała treść, której znaczenia, ani tym
bardziej powodu chęci do spotkania, Uzumaki nie mógł rozgryźć. Coś było nie
tak. Bardzo, bardzo nie tak, skoro Sasuke zamierzał się z nim spotkać
osobiście, w dodatku na gruncie neutralnym. Czyżby zrobił błąd w rozliczeniach?
Nie, to niemożliwe, on nigdy nie robił błędów, choćby nie wiadomo ile siedział
w pracy i ledwo widział na oczy. A poza tym, gdyby to prędzej brunet by
zadzwonił i obrzucił stekiem wyzwisk, zaraz po tym się rozłączając. Co więc
miał znaczyć ten sms?
Nacisnął
„odpisz”, ale nie potrafił zmusić się do myślenia, tępo wpatrując się w literki
na klawiszach. No bo co miał mu odpisać? „Ok”?
I co potem? Spotka się z nim, porozmawiają, Bóg wie o czym zresztą i
rozejdą się do domów tak jak zwykle?
Nie,
nie, nie, to nie dzieje się naprawdę, nie, zaklinał w myślach, nie wiedząc, do
czego to wszystko zmierza. Musiało być drugie dno, inaczej chyba zaraz zapisze
się do specjalisty od uzależnień, by raz na zawsze pozbyć się mani na punkcie
wróżb, bo właśnie o to teraz prawie się modlił. Czemu nie potrafił sam podjąć
decyzji?! Czyżby życie było dla niego, zbyt trudne, by przejść je własnym
torem?
—
Nie — szepnął ledwo słyszalnie. Zacisnął dłonie na telefonie, czując jak po
plecach ścieka mu stróżka potu. — Sam to zrobię, sam! — Powtarzał na głos, sam
do siebie, chcąc tym sposobem przekonać się o słuszności właśnie podjętej
decyzji.
Nie
myśląc, co robi, wziął zamach i rzucił z całej siły trzymanym w ręku
przedmiotem. To zaszło już zdecydowanie za daleko, nastał jedyny dobry czas na
uporanie się z problemem. Jeśli nie teraz, to kiedy?
Z
szokiem przyglądał się rozsypanym częściom telefonu. Spazmatycznie łapał
oddech, próbując się uspokoić, gdy, już po fakcie, przyglądał się swemu dziełu.
Czuł, że zaraz się rozpłacze z nadmiaru emocji, choć bardziej miał ochotę
krzyczeć i rwać włosy z głowy. W tym
konkretnym momencie wydarzenia ostatnich dni po prostu go przytłoczyły –
ogromny stres związany z pracą, naiwne obietnice wysyłane przez smsowego
wróżbitę i jego własna słabość. To, że nawet prostej decyzji nie potrafi podjąć
bez wsparcia horoskopów. I właśnie dlatego zareagował tak gwałtownie.
I zaraz tej reakcji cholernie pożałował.
Spotkanie
z Sasuke się nie odbędzie. Wszystko stracone przez jeden impuls zmęczonego i
rozgoryczonego człowieka.
***
Uchiha
krążył po swoim mieszkaniu, niemal wydeptując dziurę w podłodze. Co mu odbiło,
do jasnej cholery? Nigdy się tak nie zachowywał, nigdy nie tracił kontroli i
opanowania, a teraz zachował się jakiś szczeniak, prosto z mostu proponując
Uzumakiemu spotkanie. Odwaga, jaką miał jeszcze minutę temu, opuściła go
całkowicie, ustępując miejsca zdenerwowaniu. Co on sobie myślał, że przyjdzie i
powie „lecę na ciebie”? Prychnął głośno rozczarowany sam sobą, wręcz
zdegustowany swoim zachowaniem.
Wzrok
powędrował do drugiego telefonu, tego
którego używał, by pomóc sobie zdobyć zainteresowanie Naruto. Bez
namysłu, tłumacząc sobie, że to ostanie deska ratunku, wstukał treść sms-a: „Dzisiejszy wieczór lepiej spędź w domu niż
poza nim”. Odetchnął głęboko i wysłał wiadomość. Teraz mógł iść spokojny,
wiedział, że Naruto i tak się nie pojawi. Za bardzo zawierzył tym poradom, by
ryzykować, że coś pójdzie nie tak. Ale Sasuke i tak się wybierał. To był dobry
pretekst do późniejszej rozmowy. Okazja, by spytać, dlaczego się
nie pojawił, nadarzy się jutro w biurze, a to zawsze jakiś realny krok w stronę
wcześniej założonego planu, by ich znajomość nieco się zacieśniła. Uspokojony,
że w wszystko w dalszym ciągu będzie tak, jak być powinno, zaczął szykować się
do wyjścia.
***
Uzumaki
z trwogą przyglądał się swojemu dziełu. Armagedon to za mało,żeby opisać,
co właśnie zrobił ze swoim mieszkaniem. Furia, jaką odczuwał minutę temu na
cały świat, minęła jak ręką odjął, gdy wyżył się na swoim wnętrzu.
Poprzewracane sprzęty, setki luźnych kartek zajmujących całą powierzchnię
podłogi i najważniejsze – roztrzaskany telefon. Coś, co było dla niego
najważniejsze, od czego wręcz uzależniał swoje życie, zostało doszczętnie
zniszczone. Osunął się pod ścianę, nie mogąc dłużej ustać na nogach. Ręce
trzęsły mu się od nadmiaru emocji, próbował więc się uspokoić, wyrównując
oddech. Nie wytrwał długo w swoim postanowieniu, przemieszczając się ospale w
kierunku resztek komórki. Chwycił kilka plastykowych części w dłoń i przyglądał
im się z uwagą.
—
Co mi odbiło? — spytał sam siebie, gdy ochłonął na tyle, by zrozumieć jak
bardzo idiotycznie się zachował. Cieszył się tylko z tego, że nie miał żadnych
świadków swojego wybuchu.
Obracając
roztrzaskaną obudowę, zakiełkowała mu w głowie myśl, że nadszedł czas, aby
zerwać z dotychczasowymi przyzwyczajeniami, rozpocząć nowy etap. W pełni
samodzielnie. Jak zahipnotyzowany wyciągnął kartę sim, która ocalała mimo
zniszczenia sprzętu i po prostu złamał ją na pół, wiedząc, że to pomoże mu choć
na trochę dłużej wytrwać w swoim postanowieniu.
Nie
wahając się dłużej, szybko ogarnął panujący wokół chaos i zabierając z wieszaka
kurtkę wyszedł z domu. Skierował się prosto do „Elity”.
***
Pewnym
krokiem wszedł do kawiarni i rozejrzał się. Wiele sobie przemyślał, gdy szał
minął. I wiedział jedno: miał dość, cholernie dość tych wszystkich gierek.
Zauważył zamyślonego Uchihę i zdecydowanie poszedł w jego stronę. Postanowił,
że teraz musi skończyć te podchody. Chciał zrobić to właśnie teraz, bo miał
dość już tych chwil oczekiwania i ciągłego życia w napięciu. Zresztą nie, nie
miał dość — chciał tylko zacząć je jakby od nowa. Z czystym sumieniem, własnymi
decyzjami i wyborami, których tak do tej pory unikał. Zrozumiał, że nie
ucieknie od odpowiedzialności, zwalając winę na kogoś, lub raczej coś innego.
—
Jestem. — Opadł na wolne krzesło i przyglądał się uważnie brunetowi, który
drgnął nieznacznie.
—
Spóźniłeś się. — Sasuke odparł spokojnie. Za wszelką cenę starał się ukryć
zdziwienie, że Naruto właśnie, jak gdyby nigdy nic, się do niego przysiadł. No
bo jak to? Przecież wysłał mu poradę, by siedział w domu. Dlaczego więc, mimo
to, Uzumaki się pojawił?
—
Byłem zajęty.
— Nie
musiałeś przychodzić, skoro to dla ciebie taki problem — prychnął Uchiha i
sięgnął po menu, byleby tylko zając czymś ręce.
Sasuke
miał wrażenie, że Naruto dosłownie przewierca go wzrokiem. Poczuł się jakoś
dziwnie, sam nie umiał tego nazwać, ale uczucie to wcale mu się nie podobało.
Wciąż z obojętnym wyrazem twarzy, szybko kalkulował co też mógłby teraz
powiedzieć. Był w kropce, pewny, że Naruto nie przyjdzie, nie uszykował sobie
nawet wyjścia alarmowego. Zupełnie jak nie on.
Teraz musiał szybko, bardzo szybko znaleźć
realny powód, dla którego zaproponował to spotkanie, tyle że nic, kompletnie
nic nie przychodziło mu do głowy. Korzystając z chwilowej ciszy, przywołał
kelnera i złożył zamówienie, nie zwracając uwagi na towarzysza. Tak, grał na
cholerny czas i wcale nie był z tego zadowolony.
— To jak?
Powiesz mi o co biega? — zapytał Naruto zaraz po odejściu kelnera, który
przeszkadzał w spokojnej rozmowie.
—
No mów: co chciałeś, Uchiha? — Naruto rozsiadł się wygodniej na krześle, choć
wewnątrz był cały spięty. Łatwo było powiedzieć, że potrzebne były zmiany,
gorzej wykonać. Brak telefonu w kieszeni odczuł niemal z realnym bólem.
Potrząsnął głową, chcąc wyrzucić z niej natłok przygnębiających myśli i skupił
się na Sasuke.
—
Nic. — Uchiha wziął głęboki wdech, postanawiając skończyć tę farsę. Nawarzył
sobie piwa, toteż będzie zmuszony je wypić. Trudno, jakoś to przełknie. —
Chciałem tylko i wyłącznie się spotkać i pogadać. Nie ma w tym nic innego,
żadnego drugiego dna — kontynuował spokojnie, jednak pod stołem, ze
zdenerwowania, lekko stukał stopą o podłogę.
Uzumaki uniósł w zdziwieniu brew, ale nie
odpowiedział. Wzruszył tylko ramionami, co najprawdopodobniej znaczyło, że
wszystko mu jedno.
—
No to co powiesz, mój ty kumplu? — zakpił wyraźnie.
—
Przestań, młocie — warknął ostrzegawczo Sasuke, próbując zachować kamienną
twarz. Szlag! To, co się działo, było mu nie na rękę, a jako sprawca tego
zamętu, zobowiązany był jakoś z tego wybrnąć. Szkopuł w tym, że nie wiedział
jak.
—
Może wyjaśnisz mi dlaczego zabrałeś mój raport, co? — Naruto postanowił
rozpocząć nurtujący go temat.
—
Bo spałeś, młocie — prychnął Uchiha, jakby odpowiedź była najoczywistsza pod
słońcem.
—
Wystarczyło mnie obudzić.
—
Żebyś u Tsunade plótł trzy po trzy? Wygadywał jakieś bzdury? Przecież nie
kontaktowałeś nawet wtedy, gdy spotkaliśmy się pod jej gabinetem. Okazałbyś
wdzięczność, za to, że wszystko sam załatwiłem.
W
chwili, gdy tylko Sasuke wypowiedział te słowa, Naruto natychmiast przypomniał
sobie wiadomość otrzymaną tamtego ranka. I gdyby nie to, że właśnie miał zamiar
zerwać z tym nałogiem, pewnie by się dostosował. Podziękował i nawet w ramach
rekompensaty może zaprosiłby go na kawę. Ale przecież to było jego życie i
zamierzał to udowodnić, chociażby i właśnie teraz.
—
Nie oceniaj mnie tak nisko, Uchiha — warknął, podnosząc się z miejsca. — To
była moja działka, a ty sprzątnąłeś mi ją sprzed nosa. Jesteś zwykłym draniem,
Sasuke. I nie zamierzam ci za nic dziękować, dupku. — Odsunął krzesło i spojrzał na bruneta z
góry. — Rozmowa skończona, na razie.
Uzumaki
wyszedł z kawiarni szybkim krokiem i był z siebie cholernie dumny. Bo to
właśnie był on, Naruto Uzumaki, a nie marionetka ślepo wykonująca każdy rozkaz.
Kocham twoje opowiadania *.* chce wiecej, prosze prosze prosze proszeeeee :3333
OdpowiedzUsuńTaaaaaak! Kocham ten rozdział! Uzumaki bierze los w swoje ręce! Zdecydowanie mi się coś takiego podoba^^. I to zaskoczenie Uchihy jest warte rozbicia telefonu, złamanej karty i zbierania obudowy po mieszkaniu :"D. Huehuehuehue...
OdpowiedzUsuńA Saskowi coś się sypie ta genialna intryga XD. I dobrze, nie będzie się tu wygłupiał i bawił w podchody. Powinien podejść na legalu, zaprosić na piwko i zarzucić bajerą, a nie! Uchiha, nosisz spodnie czy nie! Miej jaja i podrywaj Uzumakiego jak trzeba, a nie chowaj się wróżbitą Maciejem!
Jestem dumna z Naruciaka!
OdpowiedzUsuńKoniec z nałogiem, pora zacząć kierować swoim życiem
Ciekawe, co sobie Sasuke pomyślał po tej przemowie Naruto :)
Witam,
OdpowiedzUsuńach jestem i to bardzo usatysfakcjonowana decyzją Naruto, tylko teraz jak kupi nowy telefon to niech nie zamawia horoskopów..
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Witaj :D
OdpowiedzUsuńmam do Ciebie pewne pytanie i prośbę ale nie chciałabym pisać o tym publicznie, Czy mogłabyś odezwać się do mnie na meila (slimarwen@wp.pl) lub gg (51514365) dzięki czemu będę mogła wyjaśnić moją sprawę prywatnie?
zawiesiłaś? :(
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńautorko, żyjesz już rok mija, tęsknię za Twoimi tekstami....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Żyj ;-; Twoje opowiadania są cudne ;-;
OdpowiedzUsuńŻyj ;-; Twoje opowiadania są cudne ;-;
OdpowiedzUsuńSzczególnie op Gratsu >w<
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńautorko, proszę chociaż się odezwij, tęsknię za Twoimi tekstami...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Kya!!! Powiem, a w zasadzie napiszę, ino tyle: wonderful! I weź mi tu dawaj ciąg dalszy, ale w tej chwili, raz, raz! Bo Cię znajdę! Pamiętaj!
OdpowiedzUsuńKurde, widzę, że nie tylko ja kończę w takich momentach... Ech... To chyba ogólnopolska zaraza, czy coś w ten deseń :D.
Buziak ;***,
Twoja R ♥.
Eeee... Mówiąc, że prawie mam rozdzialik yaoi to niekoniecznie tę historię miałam na myśli... Eee... Może lepiej już się zamknę? xD Ale dzięki za komentarze, są niezwykle motywujące xD I dawaj mi linka do Twoich yaoi, małpo! ;)
UsuńSciskam
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNo wiesz co?! I jeszcze się przyznajesz? Okrutna!!!
UsuńMoja Ty Pawianico! Blog yaoi jeszcze nie jest otwarty i poza szablonem, który, oczywiście, sama wykonałam, nie ma tam nic... Jednak w planach jest niedługie ruszenie z nim i wiedz, że na pewno Cię poinformuję :D. O! O! O! I jeszcze zapomniałam o najważniejszym! Kończę pracę nad Gratsu, które udostępnię w niedługim czasie na różowiastym blogu :D.
Buziak!
Twoja R :*.
Ps. Staram się jak mogę, żeby zagrzać Cię do walki :D.
Ps. 2. Usuń ten wcześniejszy komentarz, proszę. Pomimo tego, że nic nie piłam, wyszło mi zgoła co innego niż planowałam :D. Z góry dziękuję!
No to świetnie! Trzymam za słowo słońce :D. Ja też pracuję nad Gratsu, na NS nie mam na razie Wena xD. Czeeeeekam z utęsknieniem.... xD Ja mam przedostatni rozdział prawie napisany, brakuje mi bodajże jednej sceny xD
UsuńZ Gratsu oglądam ostatnio masę filmików i szukałam artów, a niektóre były takie śliczne, że o matko! A tak w ogóle miało być Gatsu, a nie Gratsu, bo kolega zamawiał GajeelxNatsu... Jak zwykle się przejęzyczyłam. Przepraszam! Na koniec przesyłam Ci masy weny i mocno ściskam!
UsuńTwoja R ♥.
Witam,
OdpowiedzUsuńautorko, proszę Cię wróć tutaj, opowiadania mi się spodobały, a teraz planuję zacząć czytać od początku...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejka,
OdpowiedzUsuńkochana no ja tak informacyjnie, bo jednak troszkę czasu już upłynęło, a tu ani widu ani słychu...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Zośka
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńopowiadania są fantastyczne, bardzo mnie wciągnęło, szkoda że nie ma kontynuacji, a może jednak powrócisz tutaj...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Kaśka